Czy po pięćdziesiątce, będąc od wielu lat żoną, matką i gospodynią domową, można zmienić spojrzenie na życie i odmienić całkowicie swoje wieloletnie nawyki żywieniowe? Otóż można!

Założyłam tego bloga w trzy miesiące po tym, jak wraz z mężem, do niedawna zatwardziałym mięsożercą, postanowiliśmy całkowicie zrezygnować z produktów odzwierzęcych i przejść na dietę roślinną, czyli wegańską.

Chcę Wam o tym opowiedzieć: opowiedzieć o tym co nami kierowało i zachęcić do zastanowienia się nad tym, co jecie. Ośmielić tych, którzy już trochę wiedzą, i którzy chcieliby zrobić podobny, wielki krok, ale nie mają odwagi.

Kuchnia wegańska nie jest ani niesmaczna, ani monotonna. Jest za to dla nas o wiele zdrowsza i pełna nowych smaków. Chcę Was tu o tym przekonać. To jak odkrywanie wielkiego, ciekawego świata za ogromnym oceanem niewiedzy. Może pokonamy go razem?


06.10.2016

To czego Ty właściwie nie możesz jeść?..

Tak czasem mnie ktoś znajomy pyta: to czego Ty nie możesz jeść? Mięsa? Jajek? Serów???

Kochani: oświadczam, że mogę jeść wszystko! 

Ale nie chcę.

Sery kochałam bardzo przez całe swoje życie. Nie wyobrażałam sobie, żebym miała z nich zrezygnować, kiedyś nawet próbowałam je trochę ograniczyć ze względów dietetycznych, ale nie bardzo mi to wychodziło.

Okazuje się, że kiedy owszem możesz, ale nie chcesz, nagle sprawa staje się o wiele prostsza. Odkąd nie chcę jeść serów, to po prostu ich nie jem. I nawet mnie nie kuszą. 

Wiem jakim kosztem są produkowane. 

I obchodzi mnie to.

Istnieją naukowe teorie mówiące, że jemy tak dużo produktów mlecznych, ponieważ jesteśmy uzależnieni od kazomorfin - opioidalnych substancji powstających przy trawieniu kazeiny. Bardzo łatwo jest znaleźć w necie materiały na ten temat. Trochę po polsku, dużo więcej po angielsku. 

Moim zdaniem ta teoria brzmi dość sensownie, zwłaszcza, kiedy pomyślę o niej w kontekście własnej wieloletniej ogromnej miłości do serów. I wiem, że nie tylko ja tak miałam. Wielu osobom sery wydają się niezastąpione. 

Nie są to tematy szeroko rozpowszechniane. Czemu? No to już każdy niech sobie sam odpowie na to pytanie. Przemysł mleczarski jest naprawdę ogromny i niejedna fortuna od niego zależy.

Kuchnia wegańska to kuchnia eksperymentująca. Dlatego jest taka ciekawa i dlatego mnie tak wciąga.

Weganie szukają często odpowiedników produktów podobnych do tych, do których przyzwyczaili się przez lata, a z których zrezygnowali.

Są dostępne w sklepach sery roślinne. Próbowałam już kilku i nadal chętnie próbuję, kiedy tylko coś nowego wpadne mi w oko. Niektóre są naprawde niezłe!

Ale najbardziej kręci mnie przygotowywanie własnych potraw, w domu. Wtedy dokładnie wiem, co jem i staram się, żeby to było jak najzdrowsze. Nie mówiąc już o kosztach, bo wiadomo, że w domu można i lepiej, i taniej.

No więc rzucam się do wujaszka google'a w poszukiwaniu pomysłów na wegańskie sery. I naprawdę jest w czym wybierać.

Wypróbowałam na razie jeden z nich, według przepisu z bloga Olgi Smile. Jest świetny!

Do zakwaszenia mleka sojowego Olga używa tzw. wodnego kefiru, ale za którymś razem użyłam octu jabłkowego i nie pogorszyło to smaku. Ale kefir wodny posiadam, bo zakupiłam sobie na allegro  za 3 złote tzw. kryształki japońskie, które, podobnie jak grzybek tybetański na mleku, produkują kefir na wodzie. Wystarczy dać im do wody troszkę cukru i parę rodzynek, a będą sobie w ciszy i skupieniu pracować. Ponoć ten kefir wodny ma  zdrowotne właściwości, zresztą jest po prostu dobry: trochę kwaskowy a trochę słodki. Można popijać ze smakiem. 

Drugi ważny składnik tego sera to agar, naturalny roślinny zagęstnik, który zastępuje w wegańskiej kuchni żelatynę. Również do kupienia w internecie. Zastanawiam się, czy można zastąpić agar np. naturalną pektyną, gdyby ktoś nie miał w domu. Pewnie kiedyś spróbuję. No ale pektynę też trzeba zakupić, więc wychodzi na to samo :)

No i jeszcze jeden składnik podstawowy: orzeszki. U Olgi są to orzeszki nerkowca, ale ja w kolejnych podejściach zastępuję je częściowo orzeszkami ziemnymi - nieprażonymi i niesolonymi. O wiele tańsza opcja, a w smaku równie pyszne.

Oczywiście konieczne są też płatki drożdżowe. One nadają ten serowy posmaczek. Mmmmm....  :)

Pozostałe składniki i całość przepisu dla chętnych TUTAJ.

A mój serek możecie zobaczyć tutaj: 


No pewnie, że nie smakuje dokładnie tak jak ser z mleka. Ale czy na pewno musi? Jest naprawdę bardzo smaczny, a że sama go robię, to mogę sobie poeksperymentować do woli z jego smakiem, wypróbować inne dodatki i przyprawy.

Zachęcam Was do spróbowania, bo samo wykonanie tego sera zajmuje dosłownie 10 - 15 minut. I nie ma żadnych trudności, ani pułapek. Wystarczy tylko mieć przygotowane sładniki.

Za kiepską jakość fotek moich bardzo przepraszam, najczęściej pstrykane w pośpiechu i przy sztucznym świetle. Wychodzą jak wychodzą. Mam jednak nadzieję, że nie zniechęcają, a wręcz przeciwnie, zachęcą Was do roślinnych eksperymentów, nawet jeśli nie jesteście weganami.  Na razie  ;P





14 komentarzy:

  1. Fajnie wygląda ten serek. Zwłaszcza kolor ma zachęcający, bo ja ostatnio głównie dynię mam w garnkach. Została mi połówka i zlecono mi uczynienie ;) z niej dżemu. Możesz podrzucić sprawdzony i prosty przepis? Jakoś ostatnio kuchnia mnie nie kompletnie kręci i szukać tez mi się nie chce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zrób może taki z cynamonem? Spróbowałam go po raz pierwszy u Jagody w Bieszczadach, a następnie zakochałam się i zmałpowałam. Tu jest: http://chatamagoda.blogspot.com/2009/02/przetwory.html

      Usuń
    2. Dzięki. Dobromir mnie zapytał, czy nie przeszłabym na dietę owocowo warzywną. Ciekawe czy wróci do poprzednich upodobań kulinarnych.

      Usuń
    3. Ja tylko Cie moge zachecac. No i podrzucac pomysly :)

      Usuń
  2. Nasze nawyki żywieniowe uształtowali rodzice (głównie matki). To w nas tkwi głęboko bardzo - że od mleka się rośnie, ma się zdrowe zęby, od mięsa też. To są zaszłości wielowiekowe.. Ja chętnie z nimi zerwę, ale mam taki wstręt do garów, tak bardzo mnie to nie kręci, że wolę zjeść pomidora z jajkiem od sołtysa i szlus...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i w sumie wcale Ci się nie dziwię. Ja kiedy nie mam czasu albo nastroju na "kombinacje", robię makaron z pomidorami abo ryż z cukinią. I też fajnie. Inna sprawa, że jak się już trochę obczai te "kombinacje", to nie są już żadnym wyzwaniem, a tym bardziej trudnością. A z zaszłościami i nawykami fajnie się zrywa. Nagle człowiek więcej widzi i jakoś pod innym kątem...

      Usuń
    2. Ja od zawsze wybierałam pomidora od czegokolwiek innego.

      Usuń
    3. nie zapominajmy, ze cukier krzepi!
      ja tez wybiore pomidora ponad inne rzeczy jesli pomidor jest DOBRY!

      Usuń
    4. Jak nie jest dobry, to trzeba go udusić. ;)

      Usuń
    5. Albo tego, co takie niedobre sprzedaje .

      Usuń
    6. no to to sie chyba minie z idea weganska ;P sprzedawca w pomidorach.

      Usuń
  3. Mój ulubiony ser to tofu. Zakochałam się w nim przypadkiem w jednej z nałęczowskich restauracji. Jednak danie padło, bo byłam chyba jedynym jego pożeraczem. Kiedyś oglądałam na Kuchni TV+ piękny film o produkcji tofu (jak to Japończycy ze wszystkiego potrafią zrobić sztukę).
    Ja od dzieciństwa nie trawię laktozy, jednak dowiedziałam się o tym po latach. Wszak jesteśmy jedynymi ssakami, którzy piją mleko innych gatunków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. I do tego wydaje nam się ono zdrowe a nawet niezbędne! O, jak łatwo ludziom wmówić wszystko na co tylko komu przyjdzie ochota. Pij mleko, będziesz wielki(-m alergikiem)!

      Usuń
    2. Pij mleko, będziesz rzygać daleko. ;)))

      Usuń